O redaktorach mówi się różnie. Często przypina się im łatkę „tych czepialskich”, którzy krytykują każdy przecinek i upierają się przy wycinaniu obszernych fragmentów książek. Jaka jest prawda o redaktorze? Co robi i czy rzeczywiście trzeba się go bać.

Zacznijmy od tego, że określenie „redaktor” nie zawsze oznacza to samo. Czym innym zajmuje się redaktor prowadzący, czym innym – nabywający, inicjujący, a jeszcze czym innym – językowy. Dokładny zakres ich obowiązków zależy co prawda od wielkości wydawnictwa i sposobu organizacji pracy, jednak w kilku słowach przybliżymy, na czym polega rola każdego z nich.

Kim jest redaktor?

Redaktor nabywający zajmuje się poszukiwaniem nowych tytułów, pozyskiwaniem praw oraz podpisywaniem umów z autorami. Jego rola jest więc kluczowa na pierwszym, wstępnym etapie procesu wydawniczego. Badając propozycje, zastanawia się, co aktualnie jest publikowane w kraju i na świecie, nad czym pracują autorzy, po co najchętniej sięgają czytelnicy. Jeśli jego zdaniem dany tytuł jest wystarczająco oryginalny, pasuje do profilu wydawnictwa i ma szansę odnieść sukces na polskim rynku, zostaje zgłoszony do planu wydawniczego.

Po przyjęciu tytułu rozpoczyna się proces wydawniczy – i tu na scenę wkracza redaktor prowadzący. Pełni on funkcję koordynatora wszelkich prac nad książką: zleca przekład, redakcję i korektę, nadzoruje tworzenie projektu okładki oraz skład książki, często pisze noty zapowiedziowe i pomaga w wymyślaniu tytułu, a także odpowiada za setki innych drobiazgów. Jest też czasami rodzajem łącznika między autorem a czytelnikami. O roli redaktora prowadzącego mówi Filip Modrzejewski, doświadczony redaktor wydawnictwa W.A.B. oraz wykładowca Kursu Kreatywnego Pisania Miasta Literatury UNESCO:

„Redaktor prowadzący tytuł dba o to, by doprowadzić do publikacji. Pilnuje terminów, nadzoruje prace redakcyjne i korektorskie, sprawdza twój biogram oraz prosi cię o twoje aktualne zdjęcie dobrej jakości. Pyta, czy wszystkich wymieniono w podziękowaniach, czy dedykacja pozostaje w mocy, czy motto aby pasuje do treści. Pokazuje pisarzowi piękną okładkę z prośbą o akceptację. Cierpliwie znosi wszystkie jęki & lęki i solennie obiecuje, że sto jedenaście twoich ostatnich poprawek zostanie naniesionych”.

Redaktor językowy z kolei zajmuje się wyłącznie tekstem, twoim utworem. Najczęściej, kiedy pada określenie „redaktor”, mowa właśnie o redaktorze językowym. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę, że jego rola nie ogranicza się do sprawdzania błędów i proponowania licznych poprawek stylistycznych. To przede wszystkim ktoś, od kogo może w dużej mierze zależeć jakość i powodzenie naszej książki.

Co robi redaktor językowy?

Oprócz dbania o poprawność językową redaktor wyłapuje wszelkie nieścisłości, błędy logiczne i merytoryczne, słabsze miejsca w twoim utworze. Rozkłada fabułę na części pierwsze i bezwzględnie tropi wszelkie niekonsekwencje, robiąc to oczywiście z korzyścią dla autora – lepiej bowiem, jeśli to on, jeszcze na etapie wewnętrznych prac wydawniczych, wytknie je pisarzowi, niż gdyby mieli to później zrobić czytelnicy.

„Redaktor powieści czyta ją z ołówkiem w ręku, komentuje i naprawia, czasem zadaje bardzo trudne pytania. Może też zapytać o kilka rzeczy, zanim zacznie swoją robotę. Na ogół pracuje zdalnie, w ciszy i w samotności. Niekiedy skreśla akapit lub zdanie, przestawia sceny w powieści, bywa, że coś autorowi perswaduje lub odsyła fragment do poprawy. Mnoży trudności – tak to odczuć można nie raz, nie dwa – lecz po to, by książka była jak najlepsza” – tłumaczy Filip Modrzejewski.

Na redaktorze literatury non-fiction ciąży dodatkowa odpowiedzialność. Ma on bowiem również funkcję adwokata – nie autora, nie czytelników, ale bohaterów. O pytaniach, które musi w związku z tym stawiać, mówi Daniel Lis, przez wiele lat związany z wydawnictwem Znak, redaktor m.in. książek Małgorzaty Szejnert, Magdaleny Grzebałkowskiej i Izy Michalewicz:

„Czy autora nie ponosi wyobraźnia? Czy informacje są zweryfikowane? Czy interpretacje wydarzeń (zjawisk społecznych, procesów historycznych lub – po prostu – decyzji bohaterów) nie są zbyt śmiałe? Czy autor nieświadomie nie obraża bohatera/bohaterów? Czy wydawcy nie grozi proces o naruszenie dóbr osobistych? Nawet jeśli autor opisuje wielokrotnego mordercę i dobrze odnajduje się w roli prokuratora, czy przypadkiem nie ucierpią na tym osoby trzecie? Czy nie ujawniamy wrażliwych danych osób postronnych? Czy mamy prawo otwierać rany bliskich ofiar? Pracując nad książką non-fiction, trzeba pamiętać, że jest to zawsze praca z czyjąś opowieścią, czyjąś historią, kawałkiem ludzkiego życia. Trzeba się z nim obchodzić ostrożnie”.

Dbając o to, aby cały tekst był napisany na równie wysokim poziomie, redaktor nierzadko bardzo mocno ingeruje w kształt dzieła, wycinając na przykład obszerne fragmenty. Dlatego też bywa on postrachem autorów; jego działania są jednak konieczne, a obawy pisarskie – nieuzasadnione lub przesadne. Zawodowi redaktorzy to najczęściej ludzie o ogromnej wiedzy, wykształceni i oczytani, którzy dobrze lub zwyczajnie lepiej wiedzą, czego potrzeba naszemu tekstowi, aby stał się lepszy. Warto im zaufać. W razie zaś, gdyby doszło do konfrontacji, ostateczna decyzja i tak należy do autora – nie ma więc obawy, że ktokolwiek zmusi nas do zmian.

Jak się dogadać?

Z reguły wydawcy zlecają pracę nad książką redaktorom specjalizującym się w danym rodzaju literatury (na przykład w kryminałach czy powieściach obyczajowych), posiadającym podobne co autor doświadczenia i wrażliwość. W takim wypadku współpraca jest dużo łatwiejsza. Ponadto profesjonalni redaktorzy to osoby, które doskonale rozumieją przywiązanie autora do jego dzieła. Mają w tej trudnej pracy bogate doświadczenie.

Strach przed ingerencją w to, nad czym pracowaliśmy w pocie czoła przez wiele godzin, jest oczywiście naturalny. Zanim jednak rozpoczniemy swoją pierwszą współpracę z redaktorem, warto pamiętać (i w razie potrzeby powtarzać sobie tę myśl), że tekst po redakcji staje się najlepszą możliwą jego wersją. I nie taki redaktor straszny, jak go malują.

Dbajmy o redaktorów!

Powyższe słowa – mamy nadzieję! – dowodzą, że nie sposób przecenić roli redaktora. Nie dość, że ta praca wymaga od niego ogromnej wiedzy i oczytania, to jako osoba udzielająca wsparcia autorowi redaktor musi być również trochę nauczycielem, trochę psychologiem, a do tego doskonałym organizatorem.

Dlatego warto wspomnieć, że ten trudny zawód, niegdyś zupełnie w cieniu (w wielu starszych publikacjach nazwisko redaktora czy korektora nie było nawet podawane), ostatnio jest coraz bardziej doceniany. W zeszłym roku po raz pierwszy przyznana została Nagroda Wielkiego Redaktora – otrzymała ją Marianna Sokołowska, opiekunka i edytorka twórczości Mirona Białoszewskiego, redaktorka powieści wielu krajowych autorów, takich jak Joanna Bator, Zygmunt Miłoszewski czy Michał Witkowski.

Redaktor to czasem najlepszy i najważniejszy przyjaciel autora – wiele wspaniałych książek wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby nie redaktorskie oko. I z takim nastawieniem najlepiej podejść do współpracy z redaktorem. Oraz szanować go za to, co dla nas robi.

 

AUTOR WPISU

Anna Maślanka – z wykształcenia inżynier biomedyczny i bohemistka, z zamiłowania recenzentka i tłumaczka (Nagroda im. Susanny Roth, 2017). Prowadzi bloga krytycznoliterackiego Literackie skarby świata całego. Od trzech lat wspiera organizacyjnie Kurs Kreatywnego Pisania Miasta Literatury UNESCO.